Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wioska Ukryta pod Liściem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wioska Ukryta pod Liściem. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 listopada 2013

Ślub z apokalipsą w tle

W poprzednich odcinkach: Mózg był i nie ma mózgu.
------------------------------------------------------------------------------------------------



- Nie.
- Ale Naruto (T^T)
- Nie i już.
- Błagam cię, zgódź się…
- Nie wyjdę za ciebie!
- Zabiję się!
- Kurwa, Sasuke…


~~*~~


*Bul bul bul*
Hidan, a raczej jego głowa bulgotała sobie w śmierdzącej cieczy, powoli przemierzając kanalizacje miejską. Tobi ugotował z niego zupkę, co było niezwykle przyjemnym doświadczeniem. Szkoda, że później wrzucił go do kibla, przez co znalazł się tutaj. A wszystko to dzięki Deidarze. Głupia blondwłosa księżniczka się znalazła. A on tylko stwierdził, że blondyn ostatnimi czasy wygląda okazalej niż zwykle i już. Afera. Właściwie o nic. Bo nic złego nie miał na myśli.
*Bul bul bul*


~~*~~


- Deidara-senpai, niech senpai tyle nie myśli, bo ja się o senpaia martwię <3
- Ciszej, Tobi! Prawie coś wymyśliłem!
- Proszę Tobiego nie straszyć, Deidara-senpai! – rozpłakał się Tobi, z przerażeniem patrząc na ściągnięte brwi blondyna. Przecież on sobie zmarszczki zrobi i co wtedy?!
- Deidara-senpai… - znowu odezwał się płaczliwie Tobi. W tym momencie jednak Deidara wstał gwałtownie, przewracając krzesło i Tobiego.
- Un! Wymyśliłem! – wykrzyknął.
- Deidara-senpai, niech senpai przestanie. Jeszcze Deidarze-senpai mózg wybuchnie!
- Porwiemy Naruta! Un!
- Że… że co zrobimy, senpai? Po co on? Czy ja senpaiowi nie wystarczam…?
- Nie. Jesteś mały i brzydki, un!
- Deidara-senpai! T.T
Tobi wybiegł z głośnym płaczem z pokoju, zostawiając Deia samego z niebezpiecznym błyskiem w oczach. To był błąd.


~~*~~


- Długo jeszcze zamierzasz się topić, Sasuke? – zapytał znudzony Shikamaru.
- Aż się utopię! – odwarknął, na chwilę wyłaniając się spod wody ciemnowłosy.
- Może ci pomóc, hę? – zagroziła blondynka.
- Spokojnie, kotku…
- Nie uciszaj mnie, Shikamaru! – obruszyła się Temari – Ile można się topić?! Topi się, kurwa, topi, robi się zbiegowisko, bo Sasuke ginie, a tu z ginięcia cholera nic!
- Na mój gust, jak chcesz zginąć to nie powinieneś co kilka minut wyłaniać się z wody, zaczerpnąć powietrza – zauważył Kiba.
- E, serio? – zdziwił się Uchiha, znowu wyglądając na powierzchnię.
- Noo… chyba.
- Na pewno! – dołączyła się Sabaku.
- Kochanie…
- Czemu nikt nie płacze, kiedy ja ginę? – westchnął cierpiętniczo Sasuke.
- Bo raz, robisz to za długo. Dwa, zabiłeś wszystkie swoje psychofanki i zbudowałeś z nich pomnik ku czci Naruta. Trupy raczej nie przyjdą cię adorować, przykro mi.
- A mogłyby… chociaż nie, nie chcę ich tu.
- Aha…


~~*~~


- Deidara-senpai! <3
- Czego tu chcesz, Tobi? Miałeś się na mnie obrazić na wieki, un!
- Tobi za bardzo senpaia kocha, żeby się długo gniewać <3
- Un…
- Co robisz, Deidara-senpai?
- Buduję. Zamek.
- Ahaam. Pomóc senpaiowi?
- Nie. Nie rozumiesz sztuki.
- To będę się senpaiowi przyglądać, niczym zakochana dziewuszka, co…
- Tak, tak. Skończ, bo ja tu pracuję, un!


~~*~~


- Kabuto! Mamy mózg!
- Co? Serio?
- No.
Kakashi stanął przed okularnikiem z dumnie uniesioną głową.
- Gdzie… gdzie on jest?!
- Zaraz. Ten leszcz Kiba ma go zapieczętowanego w zwoju.
- Gdzie… gdzie jest Kiba?
- Cholernik polazł oglądać ginięcie Uchihy…
- Sasuke ginie?! Nie pozwolę na to!
Kabuto szybko pobiegł przed siebie, histerycznie wrzeszcząc „Sasuke-kun!”. Fandom Sasuke wśród mężczyzn nie był wcale taki mały. I to było przerażające…
- Ee, Kabuto! Ginięcie Sasuka z drugiej strony! – krzyknął za nim Kakashi, ale czterooki był już na tyle daleko, że musiał go nie usłyszeć.
- He He He… To se pobiega. He he…


~~*~~


- Skończyłem!
- Fajny zamek, Deidara-senpai <3
- No ja myślę, un! Teraz idziemy porwać Naruta!
- Musimy? T.T
- Musimy, un!


~~*~~


Naruto wolno przemierzał Konohę, rozglądając się po uliczkach i rozmyślając. Wioska Liścia była burzona, wybuchana lub w inny sposób niszczona średnio dwa, trzy razy w tygodniu, więc zawsze było coś nowego do zobaczenia. To była już kilkutysięczna któraś odbudowa Wioski i na nikim nie robiła większego wrażenia. Jakkolwiek, przynajmniej było na czym zawiesić wzrok i choć na chwilę zająć tym czymś myśli.
Uzumaki zatrzymał się i westchnął. To było cholernie kłopotliwe. I Sasuke, i Hinata od jakiegoś czasu żarli się o wszystko. Ponadto oboje nie opuszczali go na krok, walcząc o jego uwagę wszelkimi dostępnymi sposobami. Choćby teraz… Sasuke ginął się topiąc, a Hinata ginęła waląc głową w kamienne głowy Kage.
- Upierdliwe – ktoś burknął. Blondyn otrząsnął się i rozejrzał, dostrzegając obok ciemnowłosego przyjaciela ze znudzoną miną. Za koszulę ciągnęła go jego małżonka Temari. Shikamaru zdążył jedynie skinąć mu głową, zanim zniknął za kolejnym zakrętem.
- NARUTO! – dało się słyszeć z góry – Porywamy cię!
Zdziwiony blondyn uniósł głowę. No tego jeszcze nie było!
- Dobra. Byle daleko – zgodził się, wskakując na glinianego ptaka obok Deidary.
- Un! – odparł tylko długowłosy, wznosząc się ku niebu. Po chwili znaleźli się na platformie zawieszonej w powietrzu.
- Fajnie. Uwięzisz mnie i zabijesz? – zainteresował się Naruto.
- Nie. Znaczy zabije nie. Uwiężę tak. W wieży. Znajdę jakiegoś przerośniętego smoka i będzie cię pilnował. A ja będę twoją matką i pójdę szukać rycerzy, co by cię uwolnili…
- A Tobi kim będzie, Deidara-senpai? <3
- Tobi? Hmm. Możesz być drzewem.
- Dziękuję, Deidara-senpai! Zostanę najlepszym drzewem, jakie kiedykolwiek widziałeś! <3
- Albo nie, czekaj! Będziesz królem. Poszedł do zamku, siadł na dupie i siedział już!
- Tak jest, Deidara-senpai!
Tobi się zmył. Deidara krytycznym spojrzeniem ocenił Naruta.
- Naruto. Trza cię przebrać w jakąś kieckę, un! Będziesz księżniczką.
- No dobra…
- I wypuść Kyūbiego. Będzie smokiem!
- Aha – zgodził się Uzumaki. Uniósł bluzę do góry i dezaktywował pieczęć – Wyłaź Kyū. Masz pilnować zamku.
ZABIJĘ WAS WSZYSTKICH!!!
- To potem, un! Teraz jesteś złym smokiem. Poszedł!
Kyūbi podkulił pod siebie ogony i podreptał we wskazane miejsce.
ALE BĘDĘ MÓGŁ KOGOŚ ZABIĆ?
- Nom. Ale jedynie, jak ten ktoś będzie chciał uwolnić Naruta, un!
MHMM…
- Dobra, wesoła kompanio! Ja idę poszukać kilku masochistów, żeby się pobawili w rycerzy chcących ratować Naruta z wieży i Kyūbi mógł ich pożreć. Siemka!
Deidara eksmitował się z glinianej platformy, a Naruto przywdział bufiastą kieckę i poszedł do wieży się urządzić.
- Kyū, nie skoczyłbyś mi do Ikei kupić zestaw mebli ogrodowych?
NIE.


~~*~~


Deidara wylądował obok uchihowego stawu samobójców i zwrócił się do topiącego się chłopca:
- Un! Sasuku Uchiho Wspaniały. Nie szedłbyś Waść uwolnić księżniczkę Naruta z wieży pilnowanej przez Kyūbo-smoka?
- Ei paniusiu. On się już prawie utopił i mu pani przerwała – warknął niezadowolony Inuzuka, widząc wynurzającego się z wody Sasuka.
- Naruto?! – zapytał Sasuke - Gdzie on jest? Uratuję go!
- Tam u góry na takiej wiszącej platformie – Deidara wskazał na niebo.
- Aha. Oki. Lecę Naruto!
Sasuke się eksmitował, zostawiając Kibę samego z Deidarą.
- Czekaj, Sasuke! To ty nie giniesz?
- Smok go zabije tam u góry – uspokoił Kibę Deidara.
- To ja też idę. Chcę zobaczyć śmierć Uchihy, uhahaha!
- Podążaj ratować księżniczkę, Kibo Inuzuko Mężny!
Kiba dzięki kilu potężnych pierdnięciach uniósł się na platformę. Kiedy zniknął Deidarze z oczu, blondyn poszedł zwerbować jeszcze Hinatę i wówczas razem z nią wrócił do zamku.


~~*~~


- Kochanie, a czemu ja nie mogę ratować księżniczki?
- Bo masz żonę, idioto. Po kij ci jeszcze księżniczka?
- Ale mógłbym zginąć…
- No właśnie. Mógłbyś. Jakbym miała co do tego 100% pewności to bym cię wysłała. Tak, nie chcę sobie robić nadziei.
- Upierdliwa…


~~*~~


- Kochani moi, dzielni i wierni rycerze-idioci! Zebraliśmy się tutaj, żeby uwolnić księżniczkę! Jednak zjawił się was aż taki tłum, że najpierw zrobimy turniej rycerski, gdzie paru z was zginie! Do dzieła!
Tłum rycerzy, w którego skład wchodził Kiba, Sasuke i Hinata, spojrzał po sobie.
- Te. Wycofuję się. Ja tu jestem tylko widownią – stwierdził po chwili Inuzuka.
- Sasuke, Hinata, walczcie! – zarządził Deidara.
Uchiha i Hyūga rzucili się na siebie i zaczęli okładać pięściami, zachęcani okrzykami Deidary. Po jakimś czasie Sasuke zabił Hinatę i szczęśliwy pobiegł do wieży po Naruta. Obok wieży stał Kyūbo-smok, ale był tak zajęty kłótnią z Narutem, że zupełnie nie zwrócił na Uchihę uwagi.
- Kyū, no weź! To chociaż stół ogrodowy!
NIE.
- No to krzesło. Jedno krzesło do ogrodu!
NIE I JUŻ!
- Kyū!
Sasuke wparował do wieży i dopadł Naruta.
- Naruto! Miłości moja!
- O, Sasuke!
O, MOJA PRZEKĄSKA!
- Kyū…
Do wieży zbliżyli się Deidara z Kibą na glinianym ptaku.
- Brawo mój kochany! – pogratulował Uchisze Deidara – Zabiłeś Hinatę i przeszedłeś koło naszego mało rozgarniętego smoka. Zdobyłeś więc rękę Naruta. Kiedy ślub?
- Zabiłeś Hinatę? – zdziwił się Uzumaki.
- Czemu jeszcze nie zginąłeś? – smętnie westchnął Inuzuka.
CO Z MOJĄ PRZEKĄSKĄ?
- Teraz się chajtniemy. Zabiłem cholernicę. Bo nie. Zapraszam na ślub, Kyūbi, będzie czysta, ogórki i Rāmen.
- Rāmen?! Za to mogę się nawet z tobą oślubić, Sasuke :Q
Deidara poleciał pospraszać wszystkich na glinianą platformę i wszyscy ci się oczywiście zjawili. Inaczej Deidara by ich wysadził, ale mniejsza.
- Wszystkiego najlepszego młodej parze!
- Deidara-senpai! Wyłowiłem Hidana z kanalizacji i zrobiłem z niego nową zupkę! <3
- Wrzuć go do klopa z powrotem, un!
I CO Z TĄ CZYSTĄ?!
- Ciszej, Kyū…
- Ei. I co z tym moim mózgiem? –wyszeptał Orochimaru, widząc Kibe.
- A tak. Trzymaj – Inuzuka podał Orochimarowi zwój.
- Oou… - zachwycił się Orochimaru, odpieczętowując zawartość zwoju. Po chwili przed senninem pojawił się mały, czarny zwierzak – Em… To pies…
- Aha. Ma na imię Mózg. I jest od teraz twój. A teraz dawaj komodę.
- Kabuto ją ma. Jak go spotkasz to powinien ci ją dać. Mój Mózgu! *^*
W tym momencie wpadł na sale zdyszany Kabuto.
- NIE UMIERAJ SASUKE-KUN!
- Hę? Żenię się nie umieram…
W kolejnym momencie na sale wpadła Sakurwa z obstawą w postaci małego i dużego geja.
- Nie zapraszałem tej wywłoki, un! – pożalił się Deidara.
- Co ty robisz, Sasuke-kun? Przecież to mnie masz kochać, a nie oślubiać się z Narutem!
- Nie kocham cię. I wypad z imprezy. Nie ma cię na liście gości ¬.¬
- A… Ale Sasuke!
- Nie.
Sakurwa poczerwieniała na twarzy i ciągle czerwieniała coraz bardziej. W końcu, gdy była już cała czerwona – puściła bąka i wybuchła. Od zacnego sakurzego pierdu nastąpiła reakcja łańcuchowa i wybuchła cała gliniana platforma z wszystkimi ludziami, a potem cały świat. Wszyscy zginęli.






Niech żyje młoda para!

Randka z kurą

W poprzednich odcinkach: Orochimaru nie ma mózgu i wszyscy szukają orochimarowego mózgu. Hinata zostaje przywiązana przy budzie, bo Sasuke twierdzi, że ta nie umie się dobrze zachowywać. Hidan odkrywa nowe tereny w kanalizacji miejskiej, a drużyna Naruto dostaje zaszyfrowaną wskazówkę.
------------------------------------------------------------------------------------------------



Jakaś blondynka w białym szlafroku i dziwnych okularach na nosie wbiegła radośnie do rezydencji przywódcy klanu Uchiha.
- Odszyfrowaliśmy wiadomość!
- Ta. Miło.
- Więcej entuzjazmu, Sasuke!
- HURRA!
Sasuke zaczął skakać po ścianach.
- E… ten, może już wystarczy?
Sasuke przestał skakać po ścianach.
- Więc widomość mniej-więcej znaczy tyle: Z mózgami Sakury, która najlepsze do spożycia. Kocham cię, wielbię, uwielbiam, ubóstwiam, po wsze czasy twój Gaara. Rozumiecie coś z tego?
- Sakura pożera mózgi! – wydedukował Naruto.
- Gaara nie żyje – dorzucił Sasuke włączając tryb mordercy.
- Jak to? Przecież nic mu się nie stało! – zaprzeczył przerażony Naruto.
- Teoretycznie już nie żyje, praktycznie zaraz żyć nie będzie. Idę go zabić ^.^
Zza drzwi rozległo się wściekłe ujadanie, a po chwili do środka dostała się Hinata.
- Kto spuścił ją ze smyczy?! – zbulwersował się Sasuke – Chociaż może i dobrze. Hinata, idziemy zabić Gaarę. Typek ma coś do Naruto.
- N… Naruto-kun – wycharczała Hinata i, nie namyślając się dłużej, razem z Sasuke, z uśmiechem na ustach, pobiegli zakończyć żywot Gaary. Uroczo.
Po chwili Naruto przypomniał sobie, że jest bardzo empatyczną i miłą osobą w tym opowiadaniu i, chcąc nie chcąc, pobiegł za Hinatą i Sasukiem, krzycząc „NIEEEEE! TYLKO NIE GAARA!”. Dramatyczne.


~~*~~


Orochimaru pociągnął nosem. Świat był taki niesprawiedliwy, zły, okrutny i w ogóle… A Kabuto był głupi! No bo pomyśleć tylko, że taką wspaniałą komodę wystawił w konkursie na poszukiwanie mózgu i nie pozwolił Orochimarkowi wziąć w nim udziału! No skandal! Do tego, jakby to był jakiś-tam mózg to oki… ale to był JEGO mózg. I Kabuto mu nie dał szukać SWOJEGO WŁASNEGO mózgu!!
Znowu chlipnął. Wczoraj wieczorem uciekł z domu, bo zamierzał na własną rękę odnaleźć swój mózg! Tyle gorzej, że nie mógł go w żaden sposób zlokalizować. Myślał nawet, że może nie może go znaleźć przez swoją słabą kondycje i przez jakąś godzinę biegał za małym gejem, dużym gejem i takim różowym czymś. Ale zwątpił i przestał to robić.
A teraz tak bardzo się nudził…
Tuż obok niego przeleciały dwie ciemne smugi. Zdezorientowany zamrugał kilka razy. Też się dziś wszyscy śpieszą… Zaraz pojawiła się też trzecia, tym razem jaskrawo-pomarańczowa smuga, głośno krzycząca „NIEEEEEEE!”. Dziwne. Ale jak wszyscy biegną w tamtą stronę, no to coś tam musi być! Mózg? Może mózg! Pobiegł w kierunku, w którym zniknęły te cosie.


~~*~~


Królowa mrówek westchnęła cierpiętniczo.
- Nie. Nie! NIE!!! – wrzasnęła na Shino, który wciąż patrzył na nią smutno.
- Ale wasza wysokość! Przecież jesteś królową mrówek, a ja jestem królem wszystkich owadów. Czemu nie połączyć tych dwóch bliskich sobie światów?
- Bo nie. Ahahaha! :3
- Ale jeśli nie ja to może któryś z moich owadów? – łapał się kurczowo każdej deski ratunku Shino – Co w nich Ci nie odpowiada?
- Nie są Sasukami.
Aburame Shino zalał się łzami.
- Tee, Shino?
- Cicho Chōji, nie widzisz, że dramatycznie przechodzę odrzucenie mojej osoby przez Hermelegindę?
- Ta, ale wiesz. Jak już wy się tam nie hajtniecie to mogę ją zjeść, co?
- Rób co chcesz…
- Ee… może jednak przedyskutujemy ten ślub czy coś? ^.^’
- Onomnomnom!

~~*~~


- Panie Orochimarku mój drogi, kochany, gdzie jesteś kurwa mać? T.T
Kabuto przechodził kryzys wieku średniego albo się skapnął, że Orochimaru jakby trochę wybył z domu.
- No nie, nie wierzę. Czemu? I gdzie? Albo nie, gdzie to chyba wiem… ale po co? Nie no w sumie to też wiem… Ee… to co ja to właściwie chciałem?
Jednak Kabuto przechodzi kryzys wieku średniego.
- No ei, nie jestem tak stary!


~~*~~


- Itachi, co ty właściwie tak długo robisz w tej łazience?
- Załatwiam się…
- Jakbyś nie mógł znaleźć – nożyczki druga szufladka.


~~*~~


Pein, Pein i Pein szli przed siebie i szukali orochimarowego mózgu. Trochę nudno…
- Nie no, więcej z wami nie chodzę – odezwał się po chwili Pein.
- No chyba my z tobą – zaoponował Pein.
- Weźcie się może nie kłóćcie? – załagodził Pein.
Wszyscy trzej Peinowie westchnęli. Posiadanie tylu ciał było chwilami uciążliwe. I bardzo nudne.


~~*~~


Orochimaru biegł, biegł, ale szybko się zdyszał. Nie miał, co robić, więc postanowił odwiedzić Konohę.
- Ohayo, Gaara – przywitał się nieco speszony, widząc przed sobą czerwonowłosego w dość jednoznacznej sytuacji - To randka? O.o
- To na pewno jest miłość! Na pewno! – deklarował Gaara, patrząc w błękitne oczy swej wybranki.
- To przeznaczenie, że się dziś tu spotkaliśmy – szeptał do stojącej obok niego zielonookiej Neji.
Orochimaru zawstydził się jeszcze bardziej i już miał się wycofać, kiedy tuż obok rozległ się kobiecy krzyk.
- No dawaj ten mózg mówię! – wrzasnęła dziko Ten-Ten chwytając swego wybranka za szyje i potrząsając nim kilka razy. Udusi go jak nic!
- Ten-Ten… przecież wyraźnie pisało, że kury. Kogut to nie kura… - wyjaśnił cierpliwie Gaara.
- Bo to nie jego przeznaczenie. Tylko kurom przeznaczone jest być kurami – poparł go gorliwie Neji.
- Ale ja nie mam zamiaru niczego w ten sposób wyciągać z kur… kogut to jeszcze.
- Ten-Ten no weź…
- E, przepraszam?
- Hm? Orochimaru? Co ty tutaj…?
- Nic, nic! Nudzę się to przyszedłem. Co robicie?
- No to tak… Znalazłem w „Poradniku dobrego rolnika”, że kury są z mózgami, wyobrażasz to sobie?! I teraz chcemy się jakoś dowiedzieć, gdzie one te mózgi mają. A, że kury nie chciały mówić po dobroci, to teraz rozmawiamy sobie z nimi inaczej.
- No. Zaprosiliśmy je na randkę. Gaara tą wysoką, a ja tą z zielonymi oczami… - Neji westchnął rozmarzony.
- E… to kury, nie?
- No. Chyba jeszcze jedna gdzieś tu łazi. Ten-Ten nie chce, to ty wyciągnij z niej informacje!
- No ok.
Orochimaru rozejrzał się dookoła poszukując owej kury. Wstrzymał oddech…


~~*~~


- He he, Kakashi, chyba wygramy ten konkurs.
- Niby jak Inuzuka? Znów masz coś ten?
- Nie, Kakashi, serio!
- Nie spoufalaj się tak! Ale wiesz, jak wiesz gdzie ten mózg to nawet możesz ^.^’


~~*~~


Orochimaru wstrzymał oddech patrząc na stojącą przed nim kurę. Z mordem w oczach. Właśnie wdepnął w gówno. Takie aż za bardzo dosłowne. I zdecydowanie należące do tej kury. No to by było na tyle z randką…

Uśmiech od ucha do ucha, bo Konoha wybucha

W poprzednich odcinkach: Wszyscy zaczynają poszukiwania Orochimarowego mózgu… chyba.
------------------------------------------------------------------------------------------------



- Może byście się tak ruszyli i już zaczęli szukać tego mózgu?
- Nie >.>


~~*~~


-Już wkrótce się,
Rozprawie z tobą,
Mózg znajdę pierwszy,
Bakayaro, konoyaro! 
Oh Yeah!
- Tobi jest dobrym chłopcem <3
- Z kim ja muszę pracować, un ._.
-Może by tak,
Wypadało,
Strategie nam,
Wymyślić jakąś,
Bakayaro, konoyaro!
Oh Yeah!
- Jako, że jako jedyny tu myślę to zostaję tu dowódcą, un!
- Jeśli Deidara-senpai chce zostać dowódcą to Tobi jest za, bo Tobi jest dobrym chłopcem <3
Dowodzić chcesz bakayaro, konoyaro?!
- Bee zostaje przegłosowany, czyli dowodzę, un! A więc to moja strategia…


~~*~~


Naruto szedł jak na szpilkach przed siebie. Za nim dreptali, zabijając się wzrokiem, obśliniona Hinata i Sasuke z Susanoo nad głową – dwa potwory czyhające na jego cnotę. Blondyn przełknął z trudem ślinę. Komoda komodą, ale on tu zginie, jak tak dalej pójdzie. Tym bardziej, że szukali mózgu już jakiś czas i zaczynało się ściemniać… a to oznaczało tylko jedno.
- Czyli czas rozbić obóz – potwierdził jego przypuszczenia Uchiha z demonicznym uśmiechem na ustach. Niektórzy nie powinni się uśmiechać…
- No to ten-tego no… może ktoś pójdzie po drewno, a ktoś rozłoży namioty czy coś?
- To Hinata idzie po drewno, a ja rozkładam namioty i zostaje SAM z Naruto.
- Chy…Chyba śnisz – zawarczał Hinata jeszcze bardziej się śliniąc. Mam nadzieję, że nie ma wścieklizny…
- No to może ja pójdę po drewno, a wy zajmiecie się namiotami i kolacją? – zapytał ugodowo Naruto
- A co jak coś Ci się stanie samemu w lesie, Naru? Zostań ze mną *.*
- J…Ja z nim zo…stanę.
- Naprawdę musimy się pośpieszyć z tym ogniskiem, bo za chwilę będzie ciemno, kapicie? Zamarzniemy.
- Nie zamarzniemy. Ogrzeję Cię, Naruto *.* A tak w ogóle zapomniałem namiotu, więc i tak śpimy razem *.*
- N…Nie, bo j…ja zapomniałam na…miotu.
- Ja zapomniałem pierwszy!
- Możemy spać w trójkę… - wtrącił się blondyn
- NIE!


~~*~~


- Uh, nudzę się – zajęczała Ten-Ten
- Nudzenie się to nasze przeznaczenie!
- Uhm – przytaknął Gaara, nie odrywając wzroku od książki.
- Czego tam szukasz?
- Informacji o mózgach.
- W „Poradniku dobrego rolnika”? o.O
- Aha. I nawet coś mam :3
- Widocznie takie było przeznaczenie!


~~*~~


- Akbash dog – to jest to!
- Husky są urocze.
- Hau!
- Tak Akamaru, ty jesteś najbardziej uroczy.
- Jeśli nie liczyć mojego Pakkuna to tak.
- Akamaru jest ładniejszy… ale muszę przyznać, że Pakkun ma niezwykle zdrową i błyszczącą sierść.
- Mhm, w końcu myję go szamponem robionym według specjalnej receptury przekazywanej w mojej rodzinie od pokoleń.
- Rozumiem. Zapewne jest tajemnicą.
- Właściwie tak, ale wygląda na to, że nikomu jej nie przekaże, więc czemu by tobie jej nie zdradzić?
- Poczekaj! Gdzieś miałem notatnik.


~~*~~


Naruto był z siebie dumny, bo był geniuszem. Wysłał i Hinatę, i Sasuke szukać drewna, więc miał chwilę spokoju od tej zboczonej dwójki. Rozłożył swój namiot i postanowił się chwilkę zdrzemnąć, póki jego towarzyszy nie było w pobliżu.

Obudził się dopiero następnego dnia. Musiał usnąć snem kamiennym, ale tam trudno. Jeszcze żył, więc nie było chyba tak źle. Otworzył oczy, ale poraziło go światło, więc zaraz je zamknął. Było zdecydowanie za jasno. Chyba w trójkę rozwalili zbyt mały namiot… Otworzył znowu, tym razem powoli, oczy i zamrugał kilka razy. Gdzie się podziały wszystkie drzewa? Chciał wstać, ale nie mógł. Z jednej strony trzymał go Sasuke, z drugiej Hinata, uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Przełknął ślinę i zaczął się wyślizgiwać z ich szpon. Gdy mu się udało, rozejrzał się jeszcze raz dookoła. Las znikł. Za to nieopodal paliło się gigantyczne ognisko wielkości Konohy.
- O kurwa…


~~*~~


Gaara pisał trzecią godzinę SMS’a do Naruto. Chciał, żeby wiadomość wyglądała dostojnie i wcale nie tak, jakby chciał mu pomóc. W końcu zdecydował się przepisać po prostu fragment „Poradnika dobrego rolnika”. Żałował, że nie miał polskich znaków w telefonie, ale nadrobił to emotikonkami. Kliknął wyślij, ale wyskoczyło mu drzewko errorów „Twój telefon nie obsługuje spacji.”, „Uruchom telefon ponownie.”, „ Nie masz pamięci, żeby uruchomić telefon ponownie.”, „Nie masz pamięci żeby nie uruchamiać telefonu ponownie”, „Twój telefon nie ma pamięci, by w ogóle istnieć.”, „Idź wziąć coś na uspokojenie”, „Telefon wybuchnie za 5…4…3…”, „Jednak nie ma pamięci, żeby wybuchnąć”, „Za chwilę pojawi się blue screen, ale póki co nie ma na to pamięci”, „Twój system się usunął i już jest pamięć na blue screen”.

A problem has been detected and Windows has been shut down to prevent damage to your szajsung....Or not. Szajsung and Szajsung’s software has been destroyed. Please restart your mobile phone or kill yourself. Have a nice day.

Gaara westchnął i wyjął baterie z telefonu. Jak zwykle, Szajsung z Windowsem Vista był niezawodny a errory podnosiły go na duchu. No to uruchamiamy ponownie i jeszcze raz próbujemy napisać SMS’a…


~~*~~


ALLAHU AKBAR!!!
Wioska Ukryta w Liściu wybuchła. Ale fajnie :D
- Deidara-senpai! Od kiedy wyznajesz Allaha?
- Nie wiem, un! Ale fajnie brzmi ten okrzyk, jak ma się coś wysadzić, un!
- Hidan byłby zły, jakby słyszał Deidarę-senpaia.
- Ale Hidan jest w klopie, un! :D
- Bo Tobi jest dobrym chłopcem i zrobił z niego zupkę <3
- Un! Mój wspaniały Tobi! ^.^
- Deidara-senpai <3
<Tu miała być czuła scenka, ale Killer Bee postanowił wrypać się ze swoim Rapem>
Yo, bakayaro, konoyaro!
Wioska wybuchła, lecz nic z tego!
Mózgu nie ma i nie było!
Yeah!


~~*~~


-Mam pomysł gej-sensei! Żeby nam się lepiej szukało włączę jakąś muzykę!
- Doskonały pomysł Lee!
- Co powiecie na Justina Bibera?
- Kooocham go :Q
- Masz cudowny gust muzyczny, Sakura-chan! <3


~~*~~


♪♫ Tańcz, z nami tańcz i klaszcz w obie ręce!
Bujaj bioderkami więcej, ciągle więcej!
Daj ponieść się! Ruszaj się jak w transie,
Bo to jest taniec CaramellDansen! ♫♪
- Naruto! Telefon Ci dzwoni!
- Już, już idę – Naruto powoli próbował otrząsnąć się z szoku. Najpierw się budzi obejmowany przez Hinatę i Sasuke na raz, potem zauważa, że las gdzieś zniknął, a koło obozu pali się ognisko wielkości cycków Tsunade, po czym Konoha wybucha i ktoś włącza piosenkę Justina Bibera, którą słychać chyba nawet w Afryce. Jego uszy krwawiły…
- C…Co to? – zapytała Hinata niebezpiecznie blisko się zbliżając.
- I od kogo?! – dopytywał Sasuke, w którego oczach zabłysła czerwień Sharingana.
- Czekajcie! Stać! Przeczytam wam na głos! – cofnął się z obawą Naruto – Hm. To od Gaary.
- G…Gaara…!
- Już nie żyje!
- Ale to tylko wskazówka jak znaleźć mózg!
- Czytaj!
- Zmuskamisakury,kturesomjednomznajlepszychczescidosporzycia. Kilkanaście serduszek, gwiazdek i „KC.Tfuj~G”. O co c’mon? o.O

Poszukiwania mózgu czas zacząć!


♪♫ Sasuke tu, Sasuke tam, Sasuke skacze tam i siam ♫♪

W założeniu miało nie być dedyków, bo kto by chciał, żeby mu dedykowano takie dziwne coś xD No ale, chyba się należy xD 
Dadykacja dla Mer za przypominanie mi o tym, by się wreszcie wziąć za pisanie opowiadania. Gdyby nie Ty to pewnie kolejna część opka pojawiłaby się za 10 lat lub nie pojawiła wcale xD W każdym razie, dziękować ^.^


W poprzednich odcinkach: Orochimaru stracił mózg w zaświatach. Wszyscy wybyli z Konohy. Sasuke został Kage Liścia. Tobi ugotował zupkę dla Deidary-senpaia. Kabuto zorganizował konkurs – poszukiwanie Orochimarowego mózgu. Zmarł cały Piąty Oddział Zbieraczy. Uchiha Sasuke przeprowadził z cyckami Tsunade długą rozmowę na temat sensu życia i istnienia wszechświata. Głód, chłód i ubóstwo.
------------------------------------------------------------------------------------------------



Właśnie wybiła 10:25 – czas rozpoczęcia długo oczekiwanego przez wszystkich konkursu. Tłum ludzi czekał przed sceną, z której właśnie zszedł Gaara, zakończywszy swą piosenkę o miłości. Na środek wyszedł Kabuto, chwycił mikrofon i donośnym głosem przemówił:
- Witam wszystkich! Zebrałem was tutaj, drodzy państwo, aby oficjalnie rozpocząć nasz konkurs…
- Ten konkurs to moje przeznaczenie!!!
- W imię młodości, to ja wygram!
- Tak, gej-sensei!
- Ależ to wszystko upierdliwe…
- Wyrażaj się, kotku!
- Przepraszam, gdzie tu jest łazienka?
- Można robić zdjęcia?
- CHIDORI!!!
- RASENGAN!!!
- Naruto??? *.*
- Ops…
- BYAKUGAN! Podglądacz no Jutsu!
- Neji, przecież ty oślepłeś…
- Ahahaha! :3
- …
PRZEPRASZAM, ALE CZY KTOŚ MNIE DO CHOLERY JASNEJ SŁUCHA?!
- Nie.
- Pocztówki! Pocztówki! Tylko 300 jenów za sztukę!
- Mam dość… TSUKUYOMI!
- Wtf? Kabuto, skąd masz Sharingana?
- Itachi mi pożyczył.
- O.o ? A on skąd ma?
- Wybacz, Sasuke… kupiłem… na allegro…
- W każdym razie. Mam Tsukuyomi, więc mogę przemawiać. Zebrałem tu was dzisiaj by oficjalnie rozpocząć poszukiwania Orochimarowego mózgu. Przemawiam do was tutaj, ze sceny. A musicie wiedzieć, że od zawsze było to moje skryte marzenie. Wiąże się z tym pewna zabawna historyjka…
<po godzinie>
- W szkole wszyscy się ze mnie śmiali, ale mimo to brnąłem naprzód…
<po kolejnej godzinie>
- I gdy już myślałem, że wszystko stracone spojrzałem w to błękitne niebo…
<po wielu następnych godzinach>
- I wtedy pies zjadł mi kota… i wtedy to zrozumiałem…
<I gdy już wszyscy tracili nadzieję…>
- No to by było na tyle. Kończę to moje krótkie przemówiono. Dodam jeszcze, że nagrodą jest nie byle co – komoda! Powodzenia dzielni ninja!
- …
- Ile on przemawiał?
- Będzie coś koło 24 godziny…
- „Tsukuyomi”…


~~*~~


- Dzięki za pożyczenie oka, Itachi ^.^ Łapaj ^.^
Kabuto wyjął sobie Sharingana i przekazał go Itachiemu…
Uwaga! Podanie! Podanie! Kabuto strzela i… GOL!!! Prosto okiem w oczodół Itasia! Cóż za piękny strzał!
- Nie dziękuj, Kabuto. Jak tylko oddajesz oko w terminie to nie ma sprawy ^.^ Polecam się na przyszłość ^.^ …wybacz mi to, Sasuke…
- Ale ja muszę dziękować za taką uprzejmość z Twojej strony ^.^


~~*~~


- Trochę to trwało…
- 24 godziny to trochę? Myślałem, że umrę z nudów, kapisz?
- W każdym razie! Zamierzam cię pokonać, Naruto! Jako pierwszy odnajdę mózg!
- Właśnie tak, Lee! Pokaż mu, czym jest siła młodości!
- Osu!
- Czy ktoś tu powiedział „Naruto”? *.*
- Ahahaha! :3
- Pocztówki po 300-sta jenów!!!
- Dobra-a! Moi drodzy, spokój!
Kakashi poczekał, aż wszyscy się trochę ogarną i uciszą.
- Myślę, że wszyscy powinniśmy się podzielić na niewielkie, powiedzmy, trzyosobowe grupy. Co znowu, Chōji?
- Sensei, ja nie jestem niewielki, więc jak moja grupa ma być niewielka?
- Miałem na myśli niewielka – mająca niewiele osób. Kto jak się dzieli?
- No to ja chcę być z Sakurą-chan! *.*
- Świetny wybór, Lee! W imię młodości!
- Wtf? Jakkolwiek… no to zapisuje: Sakura, mały gej i duży gej idą razem, tak?
- Osu!
- Biorę Ino i Chōjiego.
- O nie, kotku. Ty idziesz ze mną. Pisz, Kakashi: ja, on i ktoś.
- Okej. Temari, Nara i Ino.
- Ja chcę iść z Nejim!
- W porządku. No to Ten-Ten, Neji i, hm, niech będzie Gaara.
- Widocznie takie było moje przeznaczenie…
- To jest miłość!
- No to teraz Naruto będzie z…
- Z…ze mną, sen…sei…
- Naruto, Hinata i …
- I ja!!! Mam zakładnika - Tsunade! Jeśli nie zapiszesz mnie do grupy z Naruto nie zawaham się użyć wszelkich możliwych środków, by…
- Oki-i! Zrozumiałem! Będziesz w grupie z Naruto, tylko nie wypuszczaj Tsunade na wolność!!! No to Naruto, Hinata i Sasuke.

BLA BLA BLA BLA
Nie polemizujmy nad tym, w jakiż to ciekawy sposób Kakashi zapisywał kolejne grupy, bo to nudne. Po prostu, razem poszli: gej-sensei, Lee i Sakura, Temari, Shikamaru i Ino, Ten-Ten, Neji i Gaara, Naruto, Hinata i Sasuke, Kiba, Akamaru i Kakashi, Shino, Chōji i królowa mrówek, Killer Bee, Deidara i Tobi, Pain, Pain i Pain, Kurenai, Asuma i ich dziecko, a Kankurō został sam – FOREVER ALONE.
Czyli mamy 9 grup i 1/3. Nie jest źle. I tak nie zapamiętacie składu grup, więc lecimy dalej.


~~*~~


- Naprawdę. Jesteś zbyt uprzejmy, Itachi.
-Ależ nie, nie. To ty jesteś zbyt uprzejmy, Kabuto. Wybacz mi Sasuke.
- Nie, bo ty.
- Ah, przestań, bo się rumienię. Ty i już. Wybacz mi, Sasuke.
- Ty… ale wiesz co? Co ty masz z tym „wybacz mi, Sasuke”?
- Bo ja wiem? Takie Narutowe „dattebayo”. Wybacz mi to, Sasuke.
- Em… aha. Ja już lepiej spadam, bo muszę jeszcze coś ogłosić. Narka!
- Żegnaj. I wybacz mi, Sasuke.
Kabuto odszedł kawałek, tak, by stracić Itachiego z zasięgu wzroku, po czym wyciągnął z kieszeni pluszowego Orochimaru by do niego przemówić.
- Wtf? Wszędzie dziwni ludzie. Nawet Itachi. Jak wrócę do domu będę musiał sobie zrobić kanapkę z chlebem na odstresowanie... Czasem naprawdę mi się wydaje, że jestem jedynym normalnym człowiekiem na świecie. Czyż nie, panie Orochimaru?
Czterooki schował maskotkę do kieszeni spodni, po czym teleportował się do oczekującego go(lub nie) tłumu.


~~*~~


Na scenie w chmurze dymu pojawił się Kabuto i psychodelicznie zaśmiał.
- Poszukiwania mózgu czas zacząć!
- A weź się pan >.>
- Pocztówki po 300-sta jenów!!!

Naga Sakura atakuje


W poprzednich odcinkach: Orochimaru został wskrzeszony przez Kabuto. Tobi ugotował swoją debiutancką zupkę. Jūgo dostał ważną, supertajną misję. Sasuke… albo i Sai(?) wybrał się z Naruto na poszukiwania Orochimarowego mózgu. Karin została uwięziona w łazience. W Wiosce Ukrytej pod Liściem wybrano nowego Kage – Uchihę Sasuke.
------------------------------------------------------------------------------------------------



<szpiegowska muzyczka w tle>
♪♫ Tu ru ru-ru-ru-ru ru, tu ru-ru-ru-ru ru ♫♪

- Wejście smoka! Hue, Hue :3
Neji właśnie wparował do damskiej łaźni. Cały czerwony na twarzy, stał zdyszany na środku pomieszczenia z kiblami. Za nim ciągnęła się, jak okiem sięgnąć, ślina.
Ród Hyūga miał to do siebie, że był zboczony na całej linii, a jego członków można było rozpoznać po ciągnących się za nimi pasami śliny. Każdy z tegoż znamienitego rodu produkował rocznie całe hektolitry śliny. Tak, Hyūga mieli bardzo rozwinięte ślinianki. Przy czym tej śliny było aż tyle, że napływała im do nosa, uszu, oczu i mózgu. Dlatego też ich oczy wyglądały tak nietypowo. Ślina wypłukała im z oczu źrenice i zostały im same tęczówki. Ale Hyūga byli sprytni i zatuszowali się swoją własną linią krwi, którą nazwali Byakuganem. Tere-fere.
- Chcem macać! Hue, hue :3
Ale w łazience nikogo nie było. Biedny Neji… Chociaż może ktoś się ukrył w którejś z kabin?
- BYAKUGAN! Podglądacz no Jutsu!
W sumie to nic dziwnego, że Hyūga są tak zboczeni, posiadając takie umiejętności. Ale takie ślinienie się jest obrzydliwe.
- Ostatni kiblu, otwórz się! Kopniak wyważający drzwi no Jutsu!
Drzwi nie ustąpiły. Trzeba wezwać posiłki.
- Ten-Ten! Nagie baby!
- Gdzie?!
Tenten wyskoczyła z kanału wentylacyjnego. Zboczenie Nejiego jej się udzieliło i odtąd zawsze przebywała w jego pobliżu, by w razie czego móc się przyłączyć.
- Za drzwiami. Ale te drzwi nie chcą zostać wyważone.
- Lee-san!
Lee wyskoczył z muszli klozetowej.
- Osu! W imię młodości! Kiblowy senpū!
Drzwi padły w wielkim stylu. Rozległ się przeraźliwy skrzyp. Uniósł się kurz. Takie tam efekty budujące napięcie.
Kiedy pył nieco opadł, w kabinie ukazał się zarys postaci. Trójka ninja z zapartym tchem czekała na rozwój wydarzeń. Pył jeszcze bardziej opadł i zarys stał się wyraźniejszy. Pył jeszcze-jeszcze bardziej opadł i ukazały się palce u nóg. Neji w tym momencie dostał ślinotoku.
- J… Jakie ona ma paznokcie ♥ – wyszeptał zachwycony Hyūga.
Pył znowu trochę opadł i ukazały się różowe pasma włosów…
- Nie… NIE… NIEEE!!! Odejdź potworze!! – wrzasnęła Ten-Ten, orientując się, kogo zaraz ujrzą jej oczy – Naprawdę, wszystko tylko nie ona!
- Moje oczy nie przeżyją tego widoku! Oślepnę! Oślepnę!
- Sakura-chaan! *.*
Lee jest nienormalny.


~~*~~


- Już pani lepiej, Tsunade-sama?
- Tsa, Shizune. Czyli co to ty chciałaś?
- Wyślijmy pościg za Sasuke
- Spoko. Wysyłaj.
- Tylko, że…
- Hę?
- Aktualnie nie mamy w wiosce żadnych ninja…
- Żaden problem. Możemy iść ich gonić.
- My? Tsunade-sama! Tak nie można! Wtedy wioska zostanie całkiem pusta…
- Nom. Tylko my tu siedzimy, a wszyscy inni się porozłazili. Nikt tu nie przychodzi, to po jakiego grzyba mamy być same?
- Tsunade-sama…
- Dobra! Komu w drogę, temu w gacie!
- ???


~~*~~


- Wysoki sądzie. Jestem Shikamaru Nara, poszkodowany. Lat 21, bezrobotny, status cywilny: wolny.
- Ja ci, kurwa mać, dam wolny!
- Prosimy szanowną panią o spokój na sali rozpraw!
- Zgłaszam sprzeciw! Świadek składa fałszywe zeznania! Jest już dwa lata po ślubie.
- Pani mienie?
- Temari Nara no Sabaku, bezpodstawnie oskarżona. Lat 24, fryzjerka, żona poszkodowanego.
- Wysoki sądzie. Nie znam tej kobiety.
- Milcz, policzymy się w domu! Wysoki sądzie, proszę o udzielenie pozwolenia na opuszczenie sali rozpraw.
- Zezwalam.
- Co za upierdliwa kobieta…
- Milcz, kotku :> Jeszcze dziś pożałujesz dnia, w którym się urodziłeś ^.^
- Sprawę prowadziła sędzia Anna Maria Wesołowska.


~~*~~


I oto z pyłu ukazała się w pełni sylwetka Haruno Sakury – niezaprzeczalnego numeru 1 wśród niemieckich kobiet.
- Niee! Moje oczy!!
Neji oślepł.
- ARGH!!
Ten-Ten wali głową w ścianę.
- Sakura-chaan! *.* <ślinotok>
Lee jest zdecydowanie nienormalny.


~~*~~


Sasuke ma piwo.
Sasuke, który ma piwo, to szczęśliwy Sasuke.
Szczęśliwy Sasuke to dobry Sasuke.
A dobry Sasuke to zUy znak..


~~*~~


- Daleko jeszcze, Shizune?
- Dopiero co wyszłyśmy z wioski, Tsunade-sama.
- Ale ja już się zmęczyłam. Odsapnijmy trochę. Tu jest takie przyjemne miejsce. Zielono, ogromniasty liść na mrowisku przed nami, subtelny zapach piwa roznoszący się w powietrzu… Tak. Możemy tu umrzeć! Shizune, umieramy tutaj!
- Tak jest, Tsunade-sama!


~~*~~


Sakura stała, jak ją pan bóg stworzył, przed śliniącym się Lee.
- Lee? Co ty tu…
- Ah, Sakura-chan! Jesteś taka piękna!
- Hmm…
Sakura skoczyła na Lee, by go uściskać, w podzięce za ten komplement. Biedny Lee…
Lee jest zdecydowanie nienormalnym masochistą.


~~*~~


- Sasuke?
- Słucham? ^.^
- Wiesz, że od ciągłego uśmiechania się można dostać zmarszczek?
- Nie przesadzajmy, królowo. Jestem Kage, mam piwo. Czego można chcieć więcej?
- Może czegoś można?
- Naruto! Idziemy go poszukać!
Uchiha, z zapasem piw pod pachą, wybiegł przed mrowisko z Uchihowym śmiechem. Królowa mrówek podążała za nim.
- Uchi ha ha ha ha ha…!!
Czarnowłosy o coś się potknął i na to coś się przewrócił.
- Aaa! Cycki?!
- Tak. Jesteśmy cyckami. Ja jestem cycek Jakub, a to cycek Władysław.
- Yo. Mów mi Władziu.
- Zaraz, zaraz… Ja skądś was znam!


~~*~~


Różowowłosa kunoichi powstała z podłogi i się oddaliła w celu odnalezienia Lee. Kiedy go zamierzała przytulić, chłopak zniknął jej z zasięgu wzroku.
- Ciekawe, gdzie też on się podział?

A tym czasem, borem, lasem, w kiblu damskim: Neji biegał w tę i we w tę, oślepiony, Ten-ten waliła głową w ścianę, a rozciapana na podłodze ciapa, która kiedyś była Rockiem Lee, leżała sobie rozciapana na podłodze.


~~*~~


- Mówię ci, Hermelegindo, że już gdzieś widziałem te cycki.
- Nom. Są dość charakterystyczne. Jak je widziałeś, powinieneś je zapamiętać, Sasiu.
- A może byście nas, po prostu, spytali, czyimi cyckami jesteśmy?
- Nie. Popsułoby to całą zabawę.
- Jak chcecie… To zgadujcie.
- Mi się nie chce. Jestem królową i mogę się nie bawić w takie rzeczy…
- A ja mam pomysł! Jesteście cyckami Naruto, prawda? Uchi ha ha ha ha!
- Nie. Ale kolor włosów się zgadza.
- Deidary?
- Nie?
- Minato?
- Żaden mężczyzna nie jest naszym właścicielem.
- Hmm… Czy to może być Naruto?
- Nie >.<
- A może jednak?
- Nie. Jednak nie. Zaczyna się na Tsu…
- Tsu… Naruto?
- Nie >.< Tsu-na-de.
- Tsunade?! Nie mówcie, że przyszła odebrać mi mój tytuł Kage!
- Niee. Przyszła tu umrzeć. Dokładnie to leży pod nami.
- O.o Kto by pomyślał, że tam, gdzie cycki, tam i ich właściciel…
- Nom…
- Bierzemy ją do naszej wioski, Hermelegindo. Będziemy mieć więźnia! Uchi ha ha ha ha!
- No, jak chcesz… Ahahaha! :3


~~*~~


- Sasuke, chodźmy na rāmen, co?
- Jestem Sai -.-‘
- No choodź.
- Mieliśmy szukać Orochimarowego mózgu.
- Ale dopiero po rāmen!


~~*~~


- Ekchem. Jak już mowa o poszukiwaniu mózgu, to w tym rozdziale wszyscy mieli go zacząć szukać!
- Przesuniemy to na inny termin, Kabuto. Dziś nie mam do tego głowy.
- Ei no! Akurat cała akcja powinna się skupić wokół tego.
- I skupi… chyba. W każdym razie, naga Sakura jest chwilowo na pierwszym planie.
- Nic nie mówiłem…
- Ahahaha! :3

W poszukiwaniu piwa


Pochyliwszy się nad pożółkłą stronicą niezapisaną literami żadnymi, napisawszy to, co zamierzał napisać, uniósł dostojnym ruchem w górę głowę i tymi ozwał się słowymi:
- KARIN!!!DAWAJ MI TU PIWO!!!
Po czym znów się w swych krętych drogach myśli pogrążył, wciąż na kartę zapisaną zerkając co chwilę. Rozmyślając, czy aby…
- Sai. Jesteś beznadziejnym narratorem. Zwalniam cię.
- T.T
- GDZIE JEST TO PIWO?!


~~*~~


- To kosmici!!
- Panie Orochimaru... Niech pan wyjdzie spod tego stołu i zje tą zupkę…
- Zupka to zUo! Zrobili ją kosmici! Oni chcą mnie otruć! I mi ukraść mojego wężyka!
- Zapewniam pana, że kosmici nie istnieją.
- Kłamiesz, Kabuto T.T
- Czy ja kiedyś pana okłamałem?
- TAK! Powiedziałeś, że twoje zupki są smaczne!
- Obraził pan w tej chwili moje uczucia…


~~*~~


- PIWA, KOBIETO! PIWA!!
- Ale ja jestem mężczyzną…
- JEDEN CH…CHICK! PIWA!!
- Nie denerwuj się tak, Sasuke.
- TO DAWAJ PIWA!!


~~*~~


- Żegnaj Minerwo.
Królowe mrówek robią cmok, cmok, cmok.
- I ty żegnaj, Hermelegindo.
Znowu robią cmok, cmok, cmok.
- Będę tęsknić!
Cmok, cmok, cmok.
- I ja też!
Cmok, cmok, cmok double.
- Ileż ja będę musiała wytrzymać bez ciebie!
Cmok, cmok, cmok combo.
- To do zobaczenia jutro!
Cmok, cmok, cmok lvl up!


~~*~~


- Kabuto. Nie płakaj już :< Orochimaru pseplasa :<
- Co to mi da? W kółko tylko mnie przepraszasz i przepraszasz. Nic się nie poprawiasz! Tyle razy ci tłumaczyłem, że masz być grzeczny, a ty co? Czy ty naprawdę nie masz własnego mózgu?
- No, nie mam… Zgubiłem T.T
Dokładniej mózg pana Orochimaru sam się zgubił. W zaświatach. Podczas próby wskrzeszenia Orochimaru przez Kabuto mózg się nie wskrzesił.
- Rzeczywiście. Trzeba by coś z tym zrobić…
- Może go znaleźć?
- Już szukałem.
- To może niech ktoś inny ma go znaleźć?
- Czasami, mimo braku mózgu, pan myśli, panie Orochimaru. Nieładnie.


~~*~~


- Widzisz, Jūgo, to są bardzo ważne, tajne listy, które masz dostarczyć.
- Tak, Sasuke.
- Więc kolejno musisz zapamiętać, który jest do kogo. Jasne?
- Tak, Sasuke.
- Ten owinięty papierem toaletowym jest dla Kage Konohy, ten w kwiatki z plamą po ketchupie jest dla Naruto, a ten napisany na panelu podłogowym to odpowiedź na upomnienie o uiszczenie opłaty za Internet. Zapamiętałeś wszystko? Powtórz!
- Tak, Sasuke.
- …
- Tak, Sasuke?
- Dobra, idź już.
- Tak, Sasuke.


~~*~~


- Więc trzeba jakoś zachęcić innych do rozpoczęcia poszukiwań mózgu. Jakieś pomysły, panie Orochimaru?
- Zielony duży koń.
- Tak. Zorganizujemy konkurs! Trzeba mu dać jakąś chwytliwą nazwę.
- Pierogi!
- I nagrodę dla zwycięzcy…
- Komodę?
- Może być komoda. Idę zrobić ogłoszenie.


~~*~~


Jūgo bez problemów dotarł pod drzwi gabinetu Kage Konohy. Kilkoma szybkimi ciosami powalił chroniących wejścia strażników. Wytarł uciapane krwią dłonie o spodnie i zapukał.
- Shi-zuu-ne? Wejć!
Jūgo wszedł do pomieszczenia i wygrzebał z kieszeni list.
- Ty jesteź Juuu-gooo, niee? Od Suuu-skee?
- Tak, Sasuke.
- O-OOOOooou, list dla mniee? A jak tuu weszendłeś? Zabiiiłeś wszystkich ochroniaszy?
Jūgo skinął głową.
- Ahaaa. A to ty mosze jusz pójć? Pa, paa.
Tsunade rypnęła głową w stół, już całkowicie zamroczona alkoholem. Jūgo zabrał się i poszedł. Jeszcze list dla Naruto i do Neostrady i może wracać do Sasuke.


~~*~~


Kuchcik latał w tę i z powrotem po kuchni i szukał jakiejkolwiek rzeczy, którą dałoby się zjeść. Trochę kiepsko mu to szukanie szło.
- Kró-królowa m-mnie z-zje, j-jak j-jej n-nic nie u-u-ugotuję!
- Kuchciku! Gdzie mój obiadek?
- Z-zaraz b-będzie, kró-królowo!... Z-zostanę po-pożarty T.T
- Ahahaha! :3


~~*~~


- Dajcie się ponieść sile młodości!!
- Tak, gej-sensei!
- I nie zapomnijcie kupić nowego, superelastycznego kombinezonu dla prawdziwych bohaterów!
- Tak, gej-sensei!
- Tylko teraz w najnowszym modnym kolorze –różowym! Jedynie 16.99$ za sztukę!
- Osu!
xxx KONIEC REKLAMY xxx


~~*~~


- Czy to tu jest serwis Neostrady?
- Taa…
- Mam list od Uchihy Sasuke.
- Te, pacz, papir toletowy wreszcie nom przywioźli. Heniek od dwóch dni toruje kibel, bo papira ni mo. Dzięki, kolego!
- Nie ma za co… Chyba się ucieszyli z listu Sasuke. Jeszcze tylko panel podłogowy i skończone.


~~*~~


- Tsunade-sama!
- Ciii-chooo. Głowa mi pęka, Shizune-e.
- Co się tu stało?! Wszyscy strażnicy zostali zabici młotem pneumatycznym, a pani ma całą twarz zakrwawioną!
- O.o Serio? Hmm. Mmmm. To ketchup.
- Jeśli to ketchup to znaczy, że tylko jedna osoba mogła tu być… a nawet cztery osoby. Sasuke lub ktoś z jego drużyny.
- o.O
- Powinniśmy wysłać za nimi pościg!
- Dobra, dobra, ale potem. Teraz chcę Apapu i mocnej kawy.
- Ale Uchiha…
- To rozkaz Hokage najwyższej wagi!!!
- T-Tak jest!
- Swoją drogą, ciekawe, co to za list…


~~*~~


- Paczaj, Sasuke!
- Jestem Sai -.-
- Na tablicy ogłoszeń ninja przywiesili coś nowego, kapisz?
- -.-‘
- Mają wyprzedaż meblościanek w IKEI, kapisz?
- -.-‘
- Whoaa! I jakiś konkurs! Kapujesz?! I jaka nagroda!
- Tsa...
- Tylko odnajdziemy mózg i mamy komodę! To okazja naszego życia, kapisz Sasuke?
- … Sai…
- Ruszajmy! To my wygramy tę komodę, kapisz?!
Naruto już miał pobiec… właściwie nawet nie widział gdzie, ale stanął mu na drodze pomarańczowowłosy osobnik.
- Em.. przepraszam? Jestem Jūgo i mam list do pana. Naruto, tak?
- Tak! Jestem Uzumaki Naruto i zostanę następnym Hokage, kapisz?!
- To od Uchihy Sasuke. Dziękuję. Dowidzenia.
- Ei, czekaj! Sasuke? Przecież on tu stoi, kapisz? Patrz!
Wskazał na czarnowłosego chłopaka z szczękościskiem.
- Dzień dobry, jestem Sai. Polecam się na przyszłość.
- To nie jest Sasuke… Miłego dnia.
I Jūgo sobie poszedł. Po chwili niezręcznej ciszy odezwał się Naruto.
- Hę? To ty nie jesteś Sasuke?
- Nie. Jestem Sai.
- Czemu nie powiedziałeś wcześniej? Następnym razem mów, kapisz?
- Tsa…
- To ruszamy na poszukiwania Orochimarowego mózgu, Sasuke! Odnajdziemy go, kapisz?!
- Jestem Sai…


~~*~~


Sasuke był zły. Bardzo zły. Na wszystkich. I wszystko. Oprócz piwa. Którego niestety nie miał. Nie miał, bo te darmozjady mu go nie przyniosły. No, może ta czerwona jak-jej-tam-było chciała mu przynieść, ale, odkąd wykupiła wszelakie trunki ze wszystkich sklepów w odległości 50 kilometrów od ich bazy, menele zamknęli ją w łazience i powiedzieli, że nie wypuszczą jej, dopóki nie obejrzy wszystkich odcinków Mody na sukces. Dobrze jej tak! Chociaż w sumie to ona go nie obchodzi. Ale niech pocierpi. A piwa jak nie było tak nie ma.
- No cholera jasna, no!
- Któż to tak klnie niesłychanie? Kuchciku, sprowadź go!
- T-tak, królowo!
Przed Sasuke stanął mrówka w wielkiej czapce kucharskiej.
- T-ty tak klniesz?
- No.
- Kró-królowa c-cię w-wzywa.
- Hę?
I tak nie miał co robić (ani nawet nie miał piwa), więc poszedł za mrówką. Może znajdzie tam coś interesującego (albo piwo).
Kiedy wgramolili się do mrowiska przykrytego wielgachnym liściem, ich oczom ukazała się fioletowo-czarna mrówka.
- Kto ty jesteś? - zapytała
- Sasuke Uchiha. Ha ha ha ha!
- O.o a chcesz zostać królem?
- Hmm. A nie mogę królową?
- Nie bardzo, bo już ja nią jestem.
- To chcę być Kage!
- Oh, oczywiście! Możesz być Kage.
I się zaśmiali psychodelicznym śmiechem:
- Ha ha ha ha! - Uchiha
- Ahahaha! :3 - królowa
- Hue, Hue, Hue! - kuchcik
- Zamknij się kuchciku…


~~*~~


- To co będzie z konkursem, Kabu-uto?
- Już porozwieszałem ogłoszenia po wszystkich wioskach. Zaczną poszukiwania w sobotę. Pewnie chętnych będzie dużo. W końcu nagrodą jest komoda.
- Nom… Kabuto? Ja też chcę komodę!
- Mam tylko jedną, panie Orochimaru.
- To mi ją daj!
- Nie. To nagroda w konkursie.
- Wymyśliłem coś!
- Mówiłem panu tyle razy, żeby pan nie myślał. To nie zdrowe bez mózgu.
- I tak coś wymyśliłem!


~~*~~


- Masz jeszcze jakieś pytania, Hahakage?
- Nom. A co to za miejsce, tak w ogóle?
- Wioska Ukryta pod Liściem.
- Liść! Zostałem Kage Liścia!
- Ahahaha! :3
- Ha ha ha… to teraz przynieście mi piwa!

Obiadek


- Buahahaha!
- Zamknij się, panie Orochimaru.
- Ale, ale! To jest genialne! Paczaj Kabuto! Samolocik leeeci!
Orochimaru był nieuleczalnie chory na brak mózgu. Swego czasu został zabity przez Sasuke i nie wyszło mu to na zdrowie. Kabuto, tęskniąc za swoim panem, postanowił go wskrzesić. I nawet mu się to udało. Szkoda, że tylko częściowo. Mózg pozostał w zaświatach.
-Buahahaha!


~~*~~


Tymczasem w Wiosce Ukrytej pod Liściem spacerował sobie oddział mrówek.
- Mrówki, baczność! Szeregowy Kowalski, zdać raport!
- Dziś znaleźliśmy taką duuużą, duuuużą, duuuuuuuuuu...
W tym momencie wybiła godzina szeregowego Kowalskiego. Średnia długość życia robotnicy może wynosić 30-45 dni jak i 2-3 lata przy założeniu, że mrówka umiera śmiercią naturalną. Podobnie królowa może żyć kilka lat jak i przeżyć 30 lat. Samce po zaplemnieniu królowej giną. Szeregowy Kowalski był mrówką robotnicą, dowódcą Piątego Oddziału Zbieraczy. Przeżył rok i 42 dni. Zginął na służbie. Godnie pełnił swą rolę przez całe swoje nędzne życie.
- No to by było na tyle… Zebrać szeregowego Kowalskiego i przenieść do spiżarni!
Zebrano szeregowego Kowalskiego i przeniesiono go na miejsce, gdzie spełni swoją ostatnią służbę. Jako obiadek dla królowej.
- Ty tam z tyłu! Wystąp!
- Ja, pułkowniku? – zapytał przestraszony mrówka, niepewnie robiąc kilka kroków do przodu.
- Ta. Mianuję cię nowym szeregowym Kowalskim! Szeregowy Kowalski, zdać raport!
- Ale ja nie jestem Kowalski. Jestem Krzysiu.


~~*~~


- Jestem Uzumaki Naruto, kapisz?!
- Mhmm…
- Zostanę Hokage, kapisz?!
- Mhmm…
- To moja ścieżka ninja, kapisz?!
- Mhmm..
- Wszystkich ochronię, kapisz?!
- Mhmm…


~~*~~


Tobi jest dobrym chłopcem. Tobi postanowił ugotować zupkę. Jak Tobi ugotuje zupkę to Deidara-senpai będzie szczęśliwy. Bo przecież dobrzy chłopcy tak robią. A Tobi jest dobrym chłopcem.
♪♫ Zupka z trupka, zupka z trupka ♫♪
– Em, Tobi…?
- Słucham, Deidara-senpai? <3
- Co ty, do cholery jasnej, robisz?
- Tobi jest dobrym chłopcem! Deidara-senpai chciał zupkę, to Tobi gotuje zupkę! <3
- A czy ja ci kazałem , żebyś to ZE MNIE ugotował tę zupkę?!
- Deidara-senpai nie mówił z czego! <3
Deidara, z wściekłą miną, podniósł się z garnka i skoczył, z mrożącym krew w żyłach okrzykiem, na niczego niespodziewającego się Tobiego.
- Aaaa, Deidara-senpai! Tobi jest dobrym chłopcem! T.T


~~*~~


- ♪♫ Zaaa-taaaań-cysss ze mnom jessce ras, osstatni ras, nim skońcy siem ten cass… ♫♪
Ową piosenką uraczył nas właśnie Uchiha Sasuke. Powiódł się szatański plan upicia Uchihy pomysłu Karin. Niestety Sasuke nadal nie interesował się osobą czerwonowłosej kunoichi, która aż warczała ze wściekłości.
- No żeby to! Najpierw tańczył na stole. Potem poszedł do Suigetsu i stwierdził, że chce mieć z nim dzieci. Chciał zamieszkać w mrowisku. Kazał Jūgo szykować wyprawę na podbój księżyca. Śpiewał! A teraz stoi przed ścianą, którą nazwał Naruto, i wyznaje jej miłość! A ze mną nic! Co ja, cholera, powietrze?! Muszę go bardziej upić! Uahahaha!!!
I Karin kontynuowała swój misterny plan.


~~*~~


- Jak zostanę Hokage to będę najlepszym ze wszystkich Hokage, kapisz?!
- Mhmm…
- I sprawię, że nikt więcej nie będzie cierpiał, kapisz?!
- Mhmm…


~~*~~


- Nie pyskuj! Jesteś szeregowy Kowalski i już!
- Ale ja naprawdę jestem Krzysiu, pułkowniku.
- Nie obchodzi mnie, czy jesteś Krzysiu, czy nie! Jesteś Kowalski! Raport!
- Więc znaleźliśmy taką duuużą, duuuuużą, duuuu…
- Kontynuuj, szeregowy Kowalski!
- Pułkowniku, melduję, że szeregowy Kowalski właśnie zszedł.
- To teraz ty jesteś szeregowy Kowalski! Raport!
- Ale ja jestem Zdzichu…


~~*~~


- I zjednoczę wszystkie wioski, kapisz?!
- Mhmm…
- I imię Naruto będzie znane wszystkim, kapisz?!
- Mhmm…
- I zdobędę większą sławę niż Legendarna Trójka, kapisz?!
- Mhmm…


~~*~~


Pain zszedł na dół tymczasowego lokum Akatsuki. Skierował się do kuchni, by znaleźć coś na ząb.
- Tobi?! – krzyknął zdziwiony, gdy po otwarciu pokrywy pierwszego z garnków, zobaczył wystającą głowę przyodzianą w pomarańczową maskę.
- Tobi jest dobrym chłopcem! <3
- Co ty tu robisz?
- Zupkę! <3
- Humpf… z jakiej to okazji?
- Deidara-senpai chciał zupkę, to Tobi zrobi mu zupkę! Tobi jest dobrym chłopcem! <3
- Deidara, tak?
- Tak! <3
- DEIDARA! ZBIERAJ DUPSKO W TROKI I NA DÓŁ!
- Tak, tak! Już idę, szefie!
- Masz w kuchni swoją zupkę – powiedział spokojnie Pain, widząc zdyszanego Deidarę, po czym odszedł z postanowieniem przejścia na dietę bezjedzeniową albo zbudowania oddzielnej, prywatnej kuchni.
- TOBI!
- Tobi jest dobrym chłopcem! <3 Aaaa, Deidara-senpai! T.T


~~*~~


- Znaleźliśmy taką duużą, duuuużą, duuuu…
Kolejny Kowalski umarł.
- Ty z lewej zostajesz nowym szeregowym Ko…
- Maciej.
- Słucham?
- Zwą mnie Maciej, pułkowniku.
- Kowalski, mniej gadania, więcej raportowania.
- Więc znaleźliśmy taką duużą, duuuużą, duuuuu…


~~*~~


- ♪♫ Pssetańcyć z tobom chcem całom noc! I nie opuscem ciem juss na krok! ♫ ♪
- Sasuke, zostaw tę lampę!


~~*~~


- Jako Hokage sprawię, by Ichiraku Rāmen było czynne całą dobę, kapisz?!
- Mhmm…
- I każe przemalować siedzibę Hokage na pomarańczowo, kapisz?!
- Mhmm…
- I każe obciąć Sakurę na łyso, kapisz?!
- Mhm… nie taki zły pomysł. Mogę o coś spytać?
Naruto kiwnął głową, zaprzestając słowotoku.
- Jestem wrogim ninją, którego złapałeś na granicy Kraju Ognia i pokonałeś, nie?
- No… tak. Taki wspaniały jestem, kapisz?!
- To czemu zamiast mnie gdzieś przetransportować, żeby dowiedzieli się, co wiem albo zabili, od ośmiu godzin trzymasz mnie tu i opowiadasz o tym, co to ty nie zrobisz?
- Em… He he… Bo lubię opowiadać, kapisz?


~~*~~


- ♪♫ Hej bystra woda, bystra wodicka! ♫♪


~~*~~


- Co ty znów tutaj robisz, Tobi?
- Gotuję panu zupkę, Deidara-senpai! <3
- …
- Tobi jest dobrym chłopcem! <3
- Ah! Ahhh! AHHHH! – dało się słyszeć z garnka.
- Hidan?! Co ty tu robisz?! Znaczy się… co tu robi twoja głowa?
- Parzy, piecze, pali!! O Jashinie!
- Tobi robi zupkę z Hidana, Deidara-senpai! <3
- AAAAAAAAAAHHHHHHHHHHHHHHH!!! GRZESZNICY ZGINĄ!
- Tobi, zwiększ ogień.
- Dobrze, Daeidara-senpai! <3


~~*~~


- I potem zrobię imprezę dla wszystkich Kage, kapisz?!
- Zabij mnie…
- Zmienię nazwę Kraju Ognia na Kraj Naruto, kapisz?!
- Skończ…
- Zapanuje radość i pokój, kapisz?!
- BŁAGAM ZAAAABIIIJ MNIEE!


~~*~~


- Siedemdziesiąty ósmy szeregowy Kowalski umarł… kto następny? Eme-due-ty! Raport, szeregowy Kowalski!
- Ulicjusz…
- Hę?
- Ulicjusz, pułkowniku.
- Zdaj mi tu raport, a nie, szeregowy Ko…
- Ulicjusz.
- Proszę nie przerywać pułkownikowi, Kowal…
- Ulicjusz.
- Kowalski!
- Ulicjusz.


~~*~~


- ♪♫ A teras idziemy na jednego, wahaa, a teras idziemy wódkem pić! ♫♪


~~*~~


- Jako Hokage…
- ZAAAAAABIIIIIJ MNIEEEE!!!
- …, kapisz?


~~*~~


- Ulicjusz.
- Kowalski!
- Ulicjusz.


~~*~~


- Deidara-senpai! Tobi ugotował zupkę z Hidana! <3
- Un, brawo Tobi!
- Tobi jest dobrym chłopcem! Deidara-senpai zje zupkę Tobiego? <3
- Nie. Deidara-senpai będzie szczęśliwy, jak Tobi wleje zupkę do klopa.
- Tobi to zrobi! Tobi jest dobrym chłopcem! <3
- Pa pa, Hidan. Un! :D


~~*~~


- Wtedy, jak już będę Hokage, to będzie raj, kapisz?
- Chlip…


~~*~~


- Ulicjusz.
- Dość… Proszę zapisać w raporcie, że siedemdziesiąty dziewiąty Kowalski zginął w wypadku.
- Jestem Ulicjusz. I przepraszam, ale żyję.
- Już niedługo…
W tym momencie zginął siedemdziesiąty dziewiąty szeregowy Kowalski, zwany też Ulicjuszem.
Uczcijmy go minutą ciszy.


-To kto zostanie następnym szeregowym Kowalskim i, do jasnej cholery, w końcu będzie łaskaw zdać mi ten raport?!
- Em… cały oddział właśnie umarł i nie ma już nikogo, kto mógłby być Kowalskim…
- To ja zostanę Kowalskim i już! Kowalski, raport!
I tak oto ostatni szeregowy Kowalski umarł.


~~*~~


- Idzemy do Konohy, drusyno!
- Sasuke, stój! Po co?!
- Puźć mniem, Karin! Zamiesam zniscyć Konohem!
- Ale Sasuke! Nie dasz rady! Stój!
- Nie zastrzysmacie mniem! Karin, Suigetsu, Jūgo, terass albo nigdy!
- Ja tam od siebie nie widzę przeszkód, żeby zniszczyć tą zapchajdziurę.
- Suigetsuu, ty jeden mniem rozumiess!
- Przestań podpuszczać Sasuke, Suigetsu! Nie widzisz w jakim on jest stanie?!
- Ciekaw jestem przez kogo…
- To nie… To nie ma związku… To… To w ogóle nie jest twoja sprawa!
- Dalej, drusyno! Oto znisscymy Konohem! – krzyknął radośnie Sasuke, gdy znaleźli się nieopodal Konoszańskiej bramy.
- Czyli zaczynamy?
- Taak. Cekajcie! Najpierf psemówiem!
Uchiha Sasuke ustawił się naprzeciw głównego wejścia do Wioski Liścia i nabrał powietrza w płuca.
- UWAGA WSYSCYY! JA, UCHIHA SASUKE, ZOSTANEM HOCKAGE!!!
Po czym zwiał z miejsca zdarzenia, a za nim podążyła trójka jego wiernych towarzyszy. Parę milimetrów dalej zatrzymali się zziajani.
- Udaułoo siem nam!
- Emm... Czyli taki był plan?
- Taak. Terass siem wycofujemy.
I Sasuke położył się na drodze i usnął. Suigetsu ze zrezygnowaniem się nad nim pochylił.
- Karin… ile ty w niego tego wcisnęłaś?
- 20 litrów, rozumiesz?! A on nawet na mnie nie spojrzał!
- …
I Karin wybuchnęła płaczem. Jūgo z Suigetsu pozbierali nieprzytomnego Sasuke i zanieśli go do ich tymczasowej siedziby. Ehh.


~~*~~


- To co dziś na obiadek, moja droga?
- A co twoi kucharze mają w zanadrzu?
- Kuchciku?
Po chwili przed swą królową stanął malutki mrówka w wielkiej czapce kucharskiej.
- W-wasza wysokość. J-jako ku-kucharz W-wioski Ukrytej p-pod Liściem o-oświadczam, ż-że dziś w me-menu mamy ty-tylko szeregowych Kowalskich.
- No to co, zajadamy, królowo Minerwo?
- Oh tak, droga Hermelegindo. Poproszę dwie porcje szeregowych Kowalskich w sosie własnym.
- Ahahaha! Obiadek, obiadek! :3